List otwarty do premiera Donalda Tuska w sprawie medycznej marihuany

Szanowny Panie Premierze,

Istnieje wiele doniesień na temat Pana młodości i tego, że palił Pan marihuanę. Mówią o tym różni ludzie, ale i Pan nie zaprzecza, choćby w wywiadzie dla Newsweeka. - Palił pan, ale się nie zaciągał? - pytali dziennikarze. - W życiu nie użyłbym tej obłudnej clintonowskiej formuły, ale naprawdę nie ma o czym mówić - brzmiała odpowiedź.

Nie ma o czym mówić? Być może, w Pana przypadku to drobne, niewinne szaleństwa młodości, które nie miały większego wpływu na Pana przyszłość. I tak powinno być - kilka jointów, win i długie włosy to w naszej ocenie nie są przestępstwa, bo przede wszystkim brakuje poszkodowanego, ofiary. Pan jednak jest zwolennikiem penalizacji tego pierwszego. Gdyby Pan miał mniej szczęścia i został skazany w młodości za posiadanie marihuany, nie byłby dziś premierem. Tak stanowi obecnie funkcjonujące i akceptowane przez Pana prawo. Czy mamy rozumieć, że nie chce Pan, by politykami zostawali ludzie tacy jak Pan, z podobną przeszłością, ale mający mniej szczęścia? Z badań przeprowadzonych przez CBOS na zlecenie Krajowego Biura ds. Przeciwdziałania Narkomanii wynika, że 40% badanej młodzieży „kiedykolwiek w życiu” paliło marihuanę. Czy naprawdę uważa Pan ich wszystkich za przestępców? Ta liczba stale rośnie - 5 lat wcześniej do zapalenia marihuany przyznało się ok. 30% badanych. Penalizacja nie zmniejsza spożycia narkotyków. Depenalizacja - tak, co potwierdzają przykłady liberalizacji prawa w Holandii czy Portugalii. Tam spożycie marihuany spadło i jest mniejsze niż w krajach z surowym prawem narkotykowym, jak Polska.

Rekreacyjni konsumenci, tacy jak 40% obecnej młodzieży i Pan oraz Pana znajomi w przeszłości, nie są zbrodniarzami. Karanie ich jest wielką pomyłką ostatnich lat. Jeszcze większą pomyłką, wręcz skandalem, jest penalizacja uprawy oraz posiadania marihuany w celach medycznych. Nie do pomyślenia jest, by w demokratycznym, cywilizowanym kraju, w czasach gdy ludzie latają w kosmos i przeszczepiają serca, zabroniona była roślina od tysięcy lat stosowana z sukcesami przy wielu różnych dolegliwościach.

Konopie pomagają w łagodzeniu objawów PTSD, cukrzycy, padaczki, PMS, choroby Alzheimera, choroby Leśniowskiego-Crohna, jaskry, łagodzeniu bólów związanych ze stwardnieniem rozsianym, a także bólów miesiączkowych, reumatycznych i migrenowych. Ponadto znoszą złe samopoczucie podczas chemioterapii nowotworów, pobudzają apetyt u chorych na AIDS i zmniejszają napięcie przedmiesiączkowe. Najnowsze badania naukowe oraz namacalne przypadki pacjentów dają także nadzieję na pozytywny wpływ w leczeniu niektórych typów nowotworów. Roślina ta leczy mnóstwo chorób, przywraca pacjentom apetyt, uśmiech i sen, co jest niezwykle istotne dla poprawy jakości i długości życia chorych na przewlekłe, nierzadko terminalne choroby.

Mnóstwo badań naukowych dowodzi pozytywnych efektów terapii marihuaną w leczeniu różnych chorób przy znikomych skutkach ubocznych. Obecne prawo, wykluczając szerokie zastosowanie marihuany w lecznictwie, ogranicza decyzje i może zmuszać wielu lekarzy do złamania przyrzeczenia lekarskiego, którego fragment mówi: "według najlepszej mej wiedzy przeciwdziałać cierpieniu i zapobiegać chorobom, a chorym nieść pomoc bez żadnych różnic, takich jak: rasa, religia, narodowość, poglądy polityczne, stan majątkowy i inne, mając na celu wyłącznie ich dobro i okazując im należny szacunek". Odmowa leczenia skutecznym lekiem nie powinna nigdy mieć miejsca. Karanie pacjenta za jego własny wybór metody leczenia jest jeszcze bardziej oburzające.

Libertarianie, lekarze oraz pacjenci i ich opiekunowie, a także zwykli obywatele oczekują od Pana chwili ludzkiej refleksji i podjęcia otwartej debaty w celu przygotowania ustawy dopuszczającej możliwość uprawy przynajmniej 1-3 roślin konopi indyjskiej przez pacjentów oraz ich opiekunów, a także posiadanie choćby określonej ilości suszu i przetworów z konopi w celach medycznych.

Obecna sytuacja nie może dalej trwać. Pacjenci nie mogą być karani za chęć wyzdrowienia czy poprawy jakości swojego życia. Nielogiczne i nieludzkie prawo narkotykowe trzeba zmienić jak najszybciej. Nie znamy żadnych racjonalnych argumentów przeciw temu, by chorzy mogli leczyć się marihuaną. Utrzymywanie obecnego stanu prawnego jest efektem niewiedzy i narkofobii.

W przypadku braku reakcji z Pana strony Partia Libertariańska wykorzysta wszelkie dostępne, demokratyczne środki, aby wspomóc zakończenie tej oburzającej wojny z pacjentami i ich lekarstwem. Nie wykluczamy złożenia wniosku o referendum w sprawie dopuszczenia uprawy i posiadania marihuany w celach medycznych. Jesteśmy przekonani, że obywatele Polski tak jak my nie widzą przestępstwa w chęci człowieka do polepszenia jakości swojego życia, a często też i jego wydłużenia.

Poniżej znajdują się historie opisane przez odważnych pacjentów i ich bliskich, którzy mimo obowiązującego prawa stosują w celach medycznych marihuanę. W temacie wypowiedział się również prof. Jerzy Vetulani autor kilkuset różnych prac badawczych o międzynarodowym zasięgu.
Pan Hubert Bartol - ojciec Jakuba, który zmaga się z bardzo złośliwą formą raka mózgu.

Mój 26 letni syn na skutek błędnej diagnozy i niekompetencji lekarskiej dorobił się w 2012r. guza mózgu o wielkości ponad 6cm! Ponieważ operacja w tym jakże chorym kraju była możliwa dopiero za pół roku, co byłoby dla niego ABSOLUTNYM wyrokiem śmierci, musiałem zorganizować klinikę za granicą, która podejmie się operacji tak dużego guza. Dzięki wielkim sercom ludzi, którzy nas/jego znają, przyjaciołom z różnych krajów oraz obcym osobom udało się w ciągu 1 miesiąca zorganizować szereg imprez charytatywnych i uzbierać pieniądze na operację, która odbyła się 20.02.2013.

Po operacji w Niemczech zespół neuroonkologów ustalił dalszą strategię leczenia, którą zaczęliśmy realizować już w Polsce, we Wrocławiu. Niestety okazało się, iż jego guz mimo usunięcia w prawie 80% odrósł z powrotem do ponad 4cm. Chemioterapia, która w zasadzie poza zrujnowaniem tego co w organizmie mojego syna było jeszcze w miarę funkcjonalne, nie dała absolutnie żadnych efektów, w związku z czym po 2,5 miesiącach chemioterapii onkolodzy powiedzieli nam, że mój syn ma złośliwego raka mózgu Skąpodrzewiaka Wielopostaciowego IV stopnia (jest to najwyższy stopień złośliwości nowotworu) i że chemioterapia tutaj nic nie pomoże. Onkolodzy niestety dali wyrok śmierci mojemu synowi - w czerwcu 2013 orzekli, że jeśli do grudnia pożyje (w co sami nie za bardzo wierzyli) to będzie to graniczyć z cudem! Stan zdrowia mojego syna tydzień po przerwaniu chemioterapii zaczął radykalnie się pogarszać. Musiałem wzywać 3-4 razy na tydzień pogotowie do syna, bowiem niewyobrażalne bóle na skutek efektów chemioterapii jak i ucisku guza doprowadzały go do stanu halucynacji i kończyło się na totalnym amoku!

Szukałem możliwości dania mu ulgi, aby z godnością ludzką mógł spędzić te ostatnie miesiąca swojego życia, a nie w torturach i męczarniach, naćpany morfiną, która po tygodniu stosowania w takim stadium niestety przestaje działać przeciwbólowo! Pisałem do wielu onkologów i neurologów z różnych krajów, z prośbą o pomoc w znalezieniu rozwiązania tej męczarni i natrafiłem na naukowe materiały odnośnie pozytywnego wpływu Medycznej Marihuany. Mimo tego, że w tym chorym i absurdalnym kraju Marihuana jest zakazanym lekiem, po przeanalizowaniu sytuacji postanowiłem mojemu synowi ją podawać, bowiem czyż w przypadku terminalnego nowotworu nie jest najwyższym priorytetem zrobić wszystko, aby dać choć trochę ulgi cierpiącemu człowiekowi? Dotarłem do medycznych odmian, które przyniosły natychmiastową ulgę! Syn dzięki temu miał uśmierzone bóle i to nie tylko na parę dni, ale przez cały czas! Zaczął z godnością ludzką żyć, zaczął sypiać, a apetyt powracał.

Ponieważ, po zauważeniu pozytywnych efektów zacząłem dogłębniej studiować temat zastosowania konopi w medycynie, pod koniec października natrafiłem na informacje na temat oleju z kwiatów medycznej Marihuany jak i naukowe opracowania dotyczące wpływu na walkę z nowotworami. Były to oleje CBD oraz RSO (ten drugi ma bardzo wysokie stężenie thc 95-98%). Po przeprowadzonych rozmowach z naukowcami i lekarzami z USA, Izraela, Kanady, Holandii, Szwajcarii, Niemiec, Australii, Anglii z instytutów, które od 70-tych lat prowadziły badania nad Marihuaną, nabrałem nadziei i postanowiłem zdobyć ten olej.
W listopadzie zacząłem stosować olej o wysokiej zawartości substancji CBD, która jest w wyższym stężeniu w medycznych odmianach Marihuany. Dało to natychmiastowy efekt nieopisanej ulgi i symptomy poprawy! Dnia 23.12.2013 po 1.5 miesiąca stosowania oleju z kwiatów Marihuany został zrobiony tomograf, który wykazał zatrzymanie rozsiewu i rozrostu guza!

Po skontaktowaniu się z wcześniej wymienionymi specjalistami okazało się, iż substancja CBD zawarta w Marihuanie nie ma jednak tak dużego wpływu jak THC. Dowiedziałem się, że najsensowniej będzie podawać olej RSO (95-98%THC). Tak więc i ten olej zdobyłem aby ratować życie mojego syna. Jest końcówka kwietnia 2014, a mój syn powinien od ponad 5 miesięcy już nie żyć. Konwencjonalna medycyna absolutnie nie jest w stanie, ani dać ulgi w torturach jakie terminalni pacjenci z nowotworami, a zwłaszcza mózgu przechodzą, ani powstrzymać rozwoju nowotworu, a o wyleczeniu już w ogóle mowy nie ma! Jak pokazują fakty mój syn z godnością i bez niewyobrażalnej dla zdrowego człowieka męczarni, żyje prawie pół roku ponad rokowania onkologów, a jego stan zdrowia dzięki zastosowaniu ekstraktu z Medycznej Marihuany poprawia się z dnia na dzień. Jakub dzięki RSO powrócił do w miarę normalnego funkcjonowania, do życia, bowiem z tego co i jak mówi, oraz innych oznak widać, że jego świadomość nie koncentruje się na chorobie, a na życiu, na radościach z niego płynących, na planowaniu i wypełnianiu tego planu. Koncentruje się na korzyściach z życia, na pozytywnych jego aspektach. Ma potężną wolę życia.

Podpisuję się pod tą petycją jako chrześcijanin i rodzic samotnie zajmujący się walczącym z rakiem synem.
Podpisuję się pod tą petycją, gdyż chciałbym dać pacjentom ulgę i możliwość zwalczania wielu chorób z którymi medycyna konwencjonalna nie jest w stanie sobie poradzić. To moralny obowiązek każdego człowieka, aby nieść ulgę i pomoc w ratowaniu zdrowia oraz życia ludzkiego!

Bzdurą jest marnowanie drogocennego czasu i niewyobrażalnych pieniędzy na szukanie panaceum na nowotwory!
Ono już jest - trzeba je tylko ZALEGALIZOWAĆ!

Pani Sylwia - choruje na stwardnienie rozsiane.

Mam 43 lata i choruję na SM od 8 lat. Niestety jest to choroba postępująca i w związku z moim stanem musiałam zrezygnować z pracy i wielu codziennych przyjemności. Cierpię na bardzo silne spazmy, które wywołują ból i sztywność, która uniemożliwia mi niekiedy wstanie z łóżka. Szybko się męczę i muszę często odpoczywać. Od kilku lat choruję też na depresję jak wielu ludzi z przewlekłymi chorobami. Brałam już różne leki, które wprawdzie poprawiały moje samopoczucie, ale większość z nich powodowała skutki uboczne, od zawrotów głowy po problemy żołądkowe i wysypki. Leki te po pewnym czasie stawały się coraz mniej skuteczne ze względu na postęp choroby jak i rosnącą tolerancję i w związku z tym niejednokrotnie zmieniano mi lekarstwa z różnymi skutkami

Kilka lat temu gdy byłam na wakacjach w Hiszpanii poznałam kobietę także chorującą na stwardnienie rozsiane. Chorowała ona dłużej niż ja, a mimo to była uśmiechnięta, pełna energii i radości. Rozmawiając z nią dowiedziałam się o lekach, które u nas w kraju jeszcze nie były dostępne. Jednym z nich był preparat z kwiatów konopi zawierający thc oraz cbd, którego używała ta kobieta. Ze względu na fakt, że jest to lek w formie sprayu oraz działa praktycznie natychmiastowo, postanowiłam spróbować i psiknęłam raz na język. Już po kilku minutach poczułam się dosłownie jakby ktoś skuwał beton z mojego ciała i mnie oswobadzał. Do końca dnia czułam się w zasadzie jak zdrowa osoba. Do minimum zmniejszyły się bóle, sztywność i nieprzyjemne dreszcze, a uśmiech nie schodził z twarzy - byłam po prostu szczęśliwa.

Po powrocie do Polski okazało się, że zdobycie tego leku w naszym kraju jest niezwykle trudne, a wręcz niemożliwe, bez lekarzy, którzy będą chcieli zająć się importem docelowym. Jak wiadomo lekarze w Polsce z niewiadomych przyczyn mają obawy co do takich leków. Dzisiaj mimo, że na jakieś kolorowe recepty to lek ten jest dostępny w Polsce. Cena za 30ml, które starczają na ok. miesiąc zaczyna się od 2400zł. To cena nieosiągalna dla znacznej większości Polaków, szczególnie tych niepełnosprawnych jak ja. W związku z brakiem możliwości legalnego zdobycia tego leku postanowiłam walczyć o swoje zdrowie oraz godność i spróbowałam marihuany z której w końcu był produkowany wspomniany lek. Efekty były takie same jak przy spróbowaniu tamtego preparatu. Plusem marihuany jest jednak jej cena. Mimo tego, iż nabywam ją na czarnym rynku, gdzie ceny są mocno zawyżone, miesięczna kuracja 15-20g kosztuje mnie ok 450-500zł. To nadal bardzo dużo, ale i tak za cenę miesięcznej kuracji ekstraktem w sprayu mam marihuanę na prawie pół roku. Te koszty można obniżyć jeszcze bardziej gdy weźmie się pod uwagę możliwość uprawy, która jest bardzo prosta. Wystarczy 2-3 miesiące i z jednej małej roślinki mamy 30-60g (lek na 2-3 miesiące), a z większej posadzonej w ogródku nawet 300g i więcej. Nie trzeba być matematykiem by zauważyć, że to lekarstwo można zdobyć niemal za darmo, jak miętę czy majeranek. Dodatkowym plusem stosowania kwiatów marihuany zamiast gotowego leku jest możliwość wyboru i ewentualnej zmiany stosowanej odmiany bo jest ich setki. Dzięki tamu łatwo można dobrać najskuteczniejszy dla siebie szczep. Przy tym preparacie w sprayu mamy tylko 2 substancje w stałych proporcjach - to powoduje tolerancję jak przy innych lekach oraz doprowadza do ciągłego zwiększana dawki. Marihuana zawiera setki związków leczniczych w różnych proporcjach. Każda odmiana jest inna i trochę inaczej działa.

Od kiedy zaczęłam stosować marihuanę wróciłam do życia. Przesypiam noce, lepiej kontroluję swój pęcherz, mam apetyt, energię oraz co najważniejsze moje wszelkie bóle znacznie się zmniejszyły. To jedno z najskuteczniejszych lekarstw na stwardnienie rozsiane z jakim miałam do czynienia. Biorąc pod uwagę fakt, iż nie odnotowałam żadnych skutków ubocznych oraz to, że marihuana działa na tak wiele objawów jest to w mojej ocenie wręcz podstawowe lekarstwo na moją chorobę. Czemu ta roślina jest nielegalna? Czemu jestem przestępcą? Panie Premierze proszę o okazanie szacunku ludziom, którzy leczą się zielem konopi, a dziś ryzykują to więzieniem. Czy naprawdę Pan i inni politycy nie widzą w tym problemu?

Pani Ewa - cierpi na zespół napięcia przedmiesiączkowego oraz bóle menstruacyjne.

Jestem młodą kobietą i od kilku lat cierpię na bardzo silne napięcie przedmiesiączkowe oraz bóle menstruacyjne. Na PMS próbowałam chyba wszystkich możliwych metod oraz leków. Nic nie pomaga i na kilka dni przed miesiączką zaczynam się czuć bardzo źle. Odczuwam niepokój oraz silne rozdrażnienie przez co tracę dość często nas sobą kontrolę i wybucham złością lub płaczem. To bardzo męczące zarówno dla mnie jak i najbliższych. Pewnego razu mój ginekolog, który zna moją przypadłość podpowiedział dyskretnie, że w USA takie objawy leczy się z powodzeniem marihuaną. Po kilku miesiącach przypomniała mi się jego rada i po jednodniowym poszukiwaniu zakupiłam gram marihuany. To był dzień w którym znalazłam panaceum na moje dolegliwości. Co miesiąc gdy tylko zaczynam się czuć gorzej palę troszkę marihuany i napięcie w kilka minut znika. Dodatkowo w zależności od odmiany jaką posiadam zmniejszają się znacznie lub całkowicie ustępują również skurcze podczas miesiączki oraz silny ból z tym związany.

Dzięki marihuanie normalnie funkcjonuję przed okresem co było wcześniej niemożliwe oraz podczas miesiączki, bez kilku tabletek przeciwbólowych na dobę, które wcześniej musiałam łykać. To smutne, że ten skuteczny i naturalny lek muszę nabywać na ulicy za wygórowaną cenę, ryzykując wpadką i w związku z nieznanym pochodzeniem także zdrowiem. Proszę o zalegalizowanie tej rośliny do celów medycznych i traktowanie mnie jak pacjenta, a nie kryminalistę.

Pan Przemysław - przyjaciel Radka, który zmarł z powodu choroby nowotworowej.

Nie jestem pacjentem, ani opiekunem, ale jestem naocznym świadkiem leczniczej mocy marihuany. W sierpniu ubiegłego roku mój serdeczny przyjaciel Radek zmarł z powodu choroby nowotworowej. Był to bardzo rzadki i wyjątkowo złośliwy nowotwór tzw. międzybłoniak. Radek mimo bardzo złych rokowań i wielu skutków ubocznych związanych z zastosowanymi eksperymentalnymi chemioterapiami walczył do końca. Samopoczucie jak przy grypie, nudności, wymioty, całkowity brak apetytu, ból, bezsenność i depresja to objawy jakich doświadczał w związku z intensywnym leczeniem oraz samą chorobą. Wszystkie te objawy zmniejszały się znacznie lub znikały po podaniu marihuany zarówno w formie inhalacji jak i ciastek na bazie masła, w których rozpuszczone są składniki lecznicze z kwiatów konopi.

Pewnego poranka gdy zostałem na noc w odwiedzinach u Radka, obudził mnie intensywny zapach marihuany. Jak się okazało bez marihuany nie było mowy o tym by w tamtym stanie cokolwiek mógł przełknąć. Za dnia i nocy męczyły go także nudności i uporczywe wymioty, które wręcz natychmiastowo osłabiały się po podaniu marihuany. To samo dotyczyło bólu oraz ogólnego samopoczucia. Nie trzeba być lekarzem by zaobserwować fakt, że coś uwalnia bliską osobę od cierpienia. Ciastka na bazie wyciągu z marihuany były najlepszym wyjściem bo ich działanie lecznicze trwało 6-8h po spożyciu zaledwie 1/2 ciastka. Jak sam Radek mówił, żadne leki nie zmniejszały tak skutków ubocznych podczas chemioterapii jak marihuana. Gdy przebywał w szpitalu poznał ludzi, którzy od kilku dni nic nie przełknęli, a na sam widok lub zapach śniadania mieli odruchy wymiotne - bez marihuany doświadczał tego samego. Pomyśleć, że wystarczała inhalacja lub ciasteczka z marihuaną, a apetyt wracał w ciągu godziny. Samo dostarczanie składników odżywczych poprawia samopoczucie i przyspiesza regenerację chorego organizmu. To wręcz idealny lek dla ludzi cierpiących z powodu skutków chemioterapii. Szczypta marihuany zniesie więcej cierpienia niż garść leków. Skutki uboczne też są nieporównywalnie mniejsze, żeby nie powiedzieć, że zerowe w porównaniu do standardowych i legalnych leków stosowanych w chorobach nowotworowych.

Obecna polityka narkotykowa to niewypał. Spożycie narkotyków rośnie, a ścigani są zwykli konsumenci oraz co gorsze pacjenci szukający lekarstwa, które uwolni ich od cierpienia. Marihuana to lekarstwo, które pomaga w wielu chorobach. Jeśli pacjenta nie odstraszają ryzykowne zabiegi czy intensywne leczenie jak chemioterapia to tym bardziej walki o swoje zdrowie nie zaprzestaną z powodu obowiązującego prawa. Nie może być jednak tak, by istniało ryzyko, że ludzie tacy jak mój śp. przyjaciel oraz jego bliscy byli ukarani za niesienie pomocy sobie lub innym. To nieludzkie Panie Donaldzie.

Michał: Konopie a choroba Leśniowskiego-Crohna

Michał, lat 34 pochodzę i mieszkam w Zielonej Górze, posiadam znaczny stopień niepełnosprawności i obecnie jestem pod stalą opieka ośrodka referencyjnego, w praktyce oznacza to częste wizyty w szpitalu, operacje itp.

Od wielu lat choruje na ChLC ( Choroba Leśniowskiego-Crohna), niestety w moim przypadku przebieg choroby jest ostry i od co najmniej 8 lat nie miałem remisji.

W 2011 roku trafiłem na ponad siedem miesięcy do kliniki gdzie przeszedłem 2 poważniejsze operacje i kilka drobniejszych zabiegów, żywiąc się w większości pozajelitowo.

To w wielkim skrócie, nie będę rozpisywał się więcej na temat tej choroby, oszczędzę Wam tego ;)

W moim przypadku wieloletnie codzienne branie leków rozkurczających i przeciwbólowych, podczas okresowej seroterapii leków nasennych lub uspokajających skończyło by się zapewne trwałym uszkodzeniem wątroby i innych organów, ja radze sobie inaczej :)

Po zażyciu nawet małej dawki konopi, bóle jeżeli nie są to bóle o dużym nasileniu to zmniejszają się znacznie lub całkowicie ustępują, rozluźniają się mięśnie gładkie, ustępują skurcze jelit a także przy systematycznym zażywaniu konopi nawet w małych ilościach zmniejsza się stan zapalny, konopie działają na autoagresje. Bardzo pozytywnie działa na mdłości, które są wywołane zażywaniem niektórych leków.

Akurat nie w moim ale w większości przypadków choroby jelit powodują duży spadek masy ciała, powodem jest złe wchłanianie i brak apetytu, znam osoby co sobie radzą z brakiem apetytu w wiadomy sposób, działa zawsze.

Okresowo podczas zażywania sterydów organizm odreagowuje brakiem snu, złym nastrojem a leki nasenne i uspokajające niosą za sobą ryzyko powikłań, uzależnienia. Zażywanie konopi niweluje niektóre ze skutków ubocznych zażywania sterydów, można się porządnie wyspać i przestać denerwować.

Nie muszę pisać jak bardzo pozytywnie wpływa to na przebieg mojej choroby.

Krótki wycinek z dostępnych w internecie wyników badań dotyczących wpływu kanabinoidów w ChLC:

„Zespół naukowców kierowany przez dr Karen Wright z Uniwersytetu w Lancaster wykazał w badaniach laboratoryjnych, że komórki, które zapewniają prawidłowe funkcjonowanie jelit i regulują reakcję zapalną układu odporności są wrażliwe na działanie związków z grupy kanabinoidów. Należą do nich aktywne składniki konopi indyjskich i produkowanej z nich marihuany: -tetrahydrokanabinol (THC) i kanabidiol (CBD).

Organizm produkuje własne kanabinoidy, tzw. endokanabinoidy, które zwiększają przepuszczalność nabłonka jelitowego podczas stanów zapalnych. Oznacza to, że ich nadprodukcja może szkodzić jelitom. Naukowcy wykazali jednak, że można temu przeciwdziałać przy pomocy roślinnych kanabinoidów – THC i CBD, które pozwalają komórkom śluzówki jelit tworzyć ciaśniejsze połączenia i przywracają jej funkcję bariery ochronnej.

Zarówno wrzodziejące zapalenie jelita, jak i choroba Leśniowskiego-Crohna są zaliczane do autoagresywnych, tj. wywołanych atakiem układu odporności na własne tkanki. W przeciwieństwie do wrzodziejącego zapalenia jelita grubego (WZJG), choroba Leśniowskiego-Crohna (cLC) może dotyczyć każdego odcinka układu pokarmowego – od jamy ustnej aż po odbyt. Najczęściej zajęty jest jednak końcowy odcinek jelita cienkiego i początkowy odcinek okrężnicy.”

Zdaje sobie sprawę że konopie nie wyleczą mnie z choroby, ale spowodują że skutki jej stają się bardziej do zaakceptowania a codziennie zmaganie z chorobą dużo łatwiejsze…

To moje wypociny sprzed 2 lat, jeszcze doszły 2 operacje. Mam wyłonioną ileo i kolostomie. Niestety jestem jednym z tych pacjentów którzy źle reagują na standardowe leczenie. Mój organizm odrzuca wszystkie leki za wyjątkiem sterydów i antybiotyków, lekarze nie mają mnie czym leczyć. Niestety to bardzo szkodzi, na tą chwilę mogę tylko leczyć się konopiami. Już od roku jestem w prawie całkowitej remisji choroby, nie biorę żadnych leków i jestem przekonany że jest to zasługa marihuany.

Prof. Jerzy Vetulani - profesor nauk przyrodniczych, psychofarmakolog, neurobiolog, biochemik.

Preparaty z konopi, takie jak marihuana, haszysz i daga, były używane w medycynie od tysiącleci. Potencjał leczniczy marihuany, zawartych w niej kanabinoidów i syntetycznych leków o podobnej budowie, jest olbrzymi. Równie olbrzymi, chociaż nieuzasadniony, jest społeczny lęk i opór przed szerszym sięgnięciem do tego naturalnego źródła potencjalnie wspaniałych a niedrogich leków. We współczesnej medycynie stosuje się wiele leków o znacznie większym potencjale uzależniającym i znacznie większej toksyczności, żeby wspomnieć opioidy, takie jak morfinę czy kodeinę, kokainę (obecnie tylko do znieczulenia miejscowego w okulistyce i laryngologii), benzodiazepiny (jak relanium czy Xanax), barbiturany, ketaminę, amfetaminy, agoniści dopaminowi itp., a społeczeństwo akceptuje używanie w celach rekreacyjnych alkoholu i nikotyny, powodujących pośrednio i bezpośrednio śmierć setek tysięcy ludzi na świecie. W tym stanie rzeczy utrzymywanie nielegalnego statusu preparatów z konopi wydaje się wyjątkowym absurdem.

Istnieje wciąż wielu ludzi przekonanych o tym, że używanie konopi jest złem, za które należy surowo karać. Sądzę, że za trzydzieści lat będziemy na nich patrzyć z takim samym politowaniem, jak dzisiaj patrzymy na tych, którzy 30 lat temu wsadzali do więzień ludzi trzymających w domu dolary i funty, święcie wierząc, że posiadanie tzw. dewiz jest złem płynącym ze zgniłych krajów kapitalistycznych. Przed tą zgnilizną moralną uchronić nas mogło tylko przetrzymywanie paszportów w komendach wojewódzkich Milicji Obywatelskiej i wydawanie ich po uważaniu jedynie osobom zasługującym na wiarę. Miejmy nadzieję, że społeczne opory przed marihuaną upadną tak samo jak lęk przed imperialistami i że podobnie upadek tego lęku wyjdzie nam tylko na dobre.

Prof. Jerzy Vetulani na Wikipedii

Podziel się ze znajomymi!

Pomóż nam dotrzeć do jak największej liczby osób!

Wróć do góry